w tym roku wychodząc z pensjonatu zapalić zauważyłam dziwne cienie grasujące w pobliskich zaroślach. Stałam kilkanaście metrów od nich.Coś kotłowało się w krzakach. Nocleg, który zamówiliśmy w tym pensjonacie był ryzykowny, bo nie wiadomo był do końca, czy znajdą się wolne miejsca. Zarezerwowaliśmy jednak pokoje trzyosobowe i mogliśmy nie martwić się o miejsce do spania. Wprawdzie nie były to apartamenty, ale była lodówka w każdym pokoju, nie musieliśmy jeść na śniadanie samych konserw, ale na przykład mogliśmy zrobić sobie pożywną jajecznicę coby mieć siłę na chodzenie po górach. Okazało się, że w krzakach buszowało stado saren. Wybiegły nagle i trochę się przestraszyłam. Nie wiedziałam, ze Zakopane jest takie dzikie. Raczej kojarzyło mi się z gwarni uliczkami niemalże o każdej porze roku. Ucieszyłam się , ze mamy nocleg w pensjonacie, a nie na przykład w namiocie, skoro sarny grasują tam, gdzie teoretycznie nie mogą przedostać się przez ogrodzenie posesji pensjonatu.